Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 12 lutego 2024
Co Cie dziobie?
poniedziałek, 5 lutego 2024
Zabawa w kotka i myszkę
![]() |
🐾 ZABAWA W KOTKA I MYSZKĘ 🐭
Znowu zapomniałam hasła. Zawiodło to, co wpisuję zwykle, więc musiałam już kiedyś wymyślić jego modyfikację. I tej właśnie modyfikacji zapomniałam. Więc zamiast zająć się czymś pożytecznym, przeszukuję skrzynki pocztowe, smsy i pamięć. I nic nie działa. 🤦♀️
W oczekiwaniu na przebicie się - przez tysiące maili w mojej skrzynce - tej nowej wiadomości z kodem do kolejnej zmiany hasła, daję upust frustracji i ćwiczę swoją cierpliwość. 😤
Dopadło mnie przytłoczenie. Informacją, dezinformacją, nadmiarem. Wzięłam się za zgłębianie tajników internetu i social mediów, bo – jak twierdzą życzliwe mi osoby – jestem w tyle za Murzynami (Przepraszam wszystkich Afroamerykanów, ale nie sądzę, by moje zasięgi przekraczały okrąg mojego fyrtla, a u nas, na Wzgórzu pod Poznaniem, tak się mówi, więc liczę, że tym wyrażeniem nikogo nie urażę ).Jeśli jednak tak się stało, myślę, że każdy Afroamerykanin mi wybaczy, kiedy zrozumie moją frustrację techniką. Z nią jeszcze nikt nie wygrał. 🌐
No, bo jak funkcjonować w tym świecie, kiedy dopiero zaprzyjaźniłam się z Facebookiem, a on ponoć już umiera, bo całe życie przenosi się do Instagrama? I co z tego, że jeszcze kilka miesięcy temu zarzekałam się, że Instagram mnie nie interesuje, a właśnie od wczoraj mam na nim konto?! I teraz dopiero będzie się działo. Dostanę rozdwojenia. Tu nie tak prosto wstawić profilowe, bo obcięło mi część głowy, a kiedy próbowałam to naprawić, pojawiły się kwiaty. Ich usuwanie zajęło trochę czasu i to nie mi. Dziękuję Nicola. Ja bym straciła na to ze dwa tygodnie. 🌺🤳
Mój komputer także się zbuntował. Stwierdził, że nie będzie tolerował żadnej kolejnej aplikacji, przeglądarki czy programu i najwyraźniej stwierdził, że spowolni mi pracę tak, że mi się odechce. Tak, jak teraz, kiedy od pół godziny nie wpuszcza na skrzynkę żadnego nowego maila. Bo on także jest PRZYTŁOCZONY. Przeładowany nowymi informacjami. Tak, jak ja po szkoleniu z marketingu internetowego. Dowiedziałam się właśnie, że MOGĘ BYĆ, kim chcę, bo nauczę się wszystkiego. Sama napiszę, zredaguję, wypozycjonuję e-booka. Sama zrobię grafikę, webinary i studio filmowe do nagrywania filmików. Zostanę ekspertem w swojej dziedzinie. I myślę sobie, czy ze mną coś nie tak, czy to świat zwariował? Czy nie mam BYĆ już TRENERKĄ, bo - jeśli nie spełnię wszystkich wymogów reklamowych - świat mnie skreśli, gdyż zwyczajnie nie będzie o mnie wiedział?! Czy mam przestać pisać tylko dlatego, że zrobi to za mnie chat GPT? I zastanawiam się, gdzie w tym jest miejsce dla mnie? Jestem jak moja kotka, która właśnie pierwszy raz zobaczyła kręcącą się pralkę i dziwi się, co to za cudo. I tak stoimy we dwie, wystraszone i zdziwione. Lexi i ja. 😺
Kotce znudziła się w końcu pralka. Po kilku minutach opuściła ostentacyjnie łazienkę, przechodząc na drapak, zwany Wieżą Eiffla. Na tej wieży Lexi znowu JEST SOBĄ. I już się nie dziwi. Może powinnam wziąć z niej przykład i w chwili przytłoczenia udać się na swoją wieżę Eiffla, czyli w miejsce, gdzie mogę być sobą i spojrzę na wszystko z innej perspektywy? 🏰
Zaglądam na skrzynki. Mail z hasłem nadal nie dotarł. Już się nie frustruję. Czas zająć się życiem. Ot, choćby obiadem czy kończącą właśnie wirować pralką. Bo życie nadal jeszcze toczy się w realu. Na szczęście. 🍽️🔄
poniedziałek, 29 stycznia 2024
Niewiele Ci mogę dać?
NIEWIELE CI MOGĘ DAĆ? 😄
Rozbawiła mnie ostatnio reklama pewnego producenta makaronów. Młoda kobieta pyta swojego partnera, czy zamawiają coś do jedzenia. Była głodna, więc chciała zapewne coś sytego, np. pyszną carbonarę. Kiedy mężczyzna sięgnął po portfel, ten oprócz kart debetowych pokazał mu jedynie… puste dno. I wtedy pojawił się obraz, który na długo zostanie w mojej pamięci… Portfel przybrał kształt ust, które zaśpiewały popularną kiedyś piosenkę Perfektu: „Nie mogę ci wiele dać”. Parsknęłam śmiechem. Po chwili jednak zdałam sprawę, że …ten PORTFEL ŚPIEWA DO MNIE!!! 🎤😆 Nie wiem, kto tworzył tą reklamę. Moim zdaniem należy mu się nie tylko pochwała, ale też głęboki szacunek, zwłaszcza za zrozumienie sytuacji społeczno-ekonomicznej wielu Polaków. Nie wiem, jak u Ciebie, ale u mnie ostatnio w portfelu tak, jak w tej reklamie. Zleceń, jak na lekarstwo mimo, że potencjał i chęci duże. – Nie martw się. Zawsze miałaś trudny początek roku – wspiera rodzina i przyjaciele. I czuję w tym momencie wdzięczność za te słowa. Podświadomie tli się nadzieja, że po latach chudych, przychodzą zawsze lata tłuste. Jak pisze Księga Koheleta: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy po niebem(…)”. Kiedy sięgasz dna, znowu musisz się od niego odbić. Tak już jest. Inaczej byłoby nudno i przewidywalnie. Dlatego dzisiaj dziękuję za ten trudny czas. Gdyby nie on, nigdy nie postałby ten felieton, ani żaden inny. W ogóle nie byłoby tego cyklu. 📚✨ Kiedy więc będzie Tobie ciężko pomyśl, że” (…) jest czas rodzenia i czas umierania(…)”. Niekoniecznie w sensie dosłownym. Czas umierania finansów, to często dla mnie czas największej płodności w sensie twórczym. Przeszłam to w pandemii, co zaowocowało powieścią. U Ciebie może być inne umieranie i rodzenie. Może umiera Twój związek albo chorujesz Ty lub ktoś bliski? Może myślisz, że nie ma już wyjścia lub zawsze już tak będzie? Ten czas też się skończy. Po burzy ZAWSZE przychodzi SŁOŃCE. Po czasie umierania nastanie czas rodzenia. Nie bez powodu rodzenie brzmi prawie jak RADZENIE sobie. To właśnie w najcięższych okresach często dostajesz nowych sił i pomysłów, na które nie wpadłbyś/abyś, gdyby wszystko przychodziło Ci łatwo. Potrzeba jest matką wynalazku. Bohater z reklamy poradził sobie. Kupił makaron, dodał kilka dodatków i… przyrządził pyszne danie czym oczarował dziewczynę. Okazał się opiekuńczy i przedsiębiorczy. Upolował i nakarmił. I zapewne będą żyć długo szczęśliwie. Ten mężczyzna wie, że dziewczyna nie leci na jego kasę, tylko kręci ją jego zaradność. Ona, z kolei czuje się zaopiekowana i pewna, że z nim nie umrze z głodu. Nawet jak portfel zaśpiewa: „Niewiele ci mogę dać”… 🍝💑
- #ŚpiewającyPortfel
- #Wdzięczność
- #ZaradnośćISzczęście
poniedziałek, 22 stycznia 2024
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...
🔍 KTOKOLWIEK WIDZIAŁ, KTOKOLWIEK WIE…
Każdy poniedziałek, to nowy tydzień i niesie ze sobą nowe szanse. Blue Monday natchnął mnie ostatnio do napisania tekstu, że lubię poniedziałki. Dziś jednak wstałam i postanowiłam rzucić sprostowanie. Lubię poniedziałki. Oprócz dzisiejszego. Dziś jest siarczyście zimno i wietrznie. Popsuł mi się ekspres do kawy i mój mózg odebrał to źle. Powiedział ciału, żeby się zbuntowało i nie pisało nic dobrego, a najlepiej, by nie pisało w ogóle. Kazał mu schować się pod koc i czekać… aż nadejdzie wiosna i się ociepli. ❄️🌬️
Dziś nie chciał pomóc nawet kot. Mam kotkę Lexi - Leosię dopiero miesiąc, ale zdążyłam się przyzwyczaić, że potrafi nieźle ogrzać. Dziś ona także weszła pod koc i nie zainteresował jej nawet dzwoniący przeciągle do drzwi kurier, który dostarczył jej jedzonko na kolejny miesiąc. Bo Lexi zjeść lubi. Wprawdzie nie tyle, co podwórkowy kot sąsiada - który właśnie postanowił, że będzie się stołował u nas - ale za to wykwintnie. Na przykład wołowinkę z kurczakiem na mokro albo kaczkę z rybką na sucho. Lexi to kot rodowodowy, rasy ragdoll. Dlaczego taki? 🐱❤️
Koty uwielbiam, ale poprzedni dachowiec Kokos wyszedł tuż przed pandemią i …wszelki słuch o nim zaginął. Szukałam go nadaremnie i nawet raz wydawało mi się, że widzę go na podwórku na pobliskiej wsi. Kiedy go zawołałam, nie zareagował, więc Kokosem raczej być nie mógł. Później dostrzegłam go w jakiejś reklamie. Mam nadzieję, że to był on. Jeśli tak jest, ma teraz wykwintne życie jako gwiazda telewizji. Cóż? Pogardził stabilnością u mnie, więc teraz musi pracować.
A u mnie miał dobrze. Był wolny. Chadzał własnymi drogami, a jak mu się znudziło, wracał nad ranem, jak łajdak, choć z miną niewiniątka. Raz nawet przyniósł mi łapkę i ogon królika, rzucając zdobycze koło lodówki. Darłam się na pół osiedla. Ten królik jeszcze dwie godziny wcześniej pewnie żył. Do dziś nie wiem, czy Kokos go zabił, czy tylko przyniósł łupy, żeby wyrazić swą wdzięczność za możliwość waletowania u nas w domu. Ktokolwiek widział takiego kota, proszony jest o kontakt ze mną. Jeśli rzeczywiście pracuje reklamie, mógłby rzucić nieco grosza w tych ciężkich czasach. Chociażby w dowód minionej przyjaźni. 🐾💰
Lexi, która - w wyniku nieoficjalnego plebiscytu - została w końcu Leosią, nie wychodzi z domu. Nie wiem, czy to dobrze, ale rasowe koty tak mają. Póki co sporo śpi, bo jest mała. Czasem się bawi. Ale nie dzisiaj. Znowu zasnęła na mięciutkim kocyku, skulona niczym pluszak. Taki widok do roboty nie motywuje.
Fakt, że czytasz te słowa znaczy, że - mimo wszystko - postanowiłam wyjść spod koca. Pokonałam podszepty umysłu, ignorując warunki za oknem i śpiącego kota. W końcu różnimy się od zwierząt. Choć nie tak bardzo, jak się nam wydaje. My także pragnęlibyśmy przespać zimę. A może tylko ja tak mam? 🤔
#PoniedziałkoweRozterki
#KotyŚpiąceZimą
#PrzygodyZKotkiemLexi
niedziela, 21 stycznia 2024
Blue monday?To nie dla mnie!
BLUE MONDAY? TO NIE DLA MNIE! 😔💙 Dziś według badań i światowej opinii powinnaś/powinieneś czuć się źle. Nawet gorzej. Podle. I jest to powszechnie usprawiedliwione. Dziś blue monday, czyli najbardziej depresyjny dzień w roku. 😢
To, że poniedziałki nie należą do naszych ulubionych dni wiedzieli już twórcy filmu: „Nie lubię poniedziałku”, który nadal potrafi mnie rozbawić. 😂
Fakt, że poniedziałek oznacza dla wielu z nas trudny początek tygodnia rozumiem i szanuję. Rozpoczynasz kolejny tydzień pracy, którą nie zawsze lubisz. Budzik zadzwonił, ale zignorowałaś/eś
go, chcąc przedłużyć weekendowy błogostan. W końcu zrywasz się i już wiesz, co zastaniesz, kiedy tylko zamkniesz za sobą drzwi. Trąbiące samochody, śpieszących się ludzi, a w pracy te same twarze, które także poniedziałków nie znoszą. 🚗😩
Znam wiele osób, które nie lubią sobót, bo właśnie wtedy pracują i z zazdrością patrzą na tych, którzy akurat szykują się na weekendową imprezkę. Należę do nich i ja. - Byle przetrwać sobotę - myślę sobie wtedy – i kombinuję, jakby jednak na imprezie się znaleźć. - Ty byś chciała być z jedną d…na siedmiu weselach – mawia moja mama i …chyba ma rację. Człowiek czasem tak ma, że chciałby więcej, niż może. Tym bardziej, kiedy blue Monday trwał kilka tygodni lub miesięcy. Jak ja to dobrze znam. 😅
Pocieszam się więc często powiedzonkiem: „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” i robię sobie wolny poniedziałek. 🛌💆♀️
Ustanawiamy dni takie, jak Blue Monday być może dlatego, że mają wyrwać mnie i Ciebie z marazmu, podkreślić odrębność każdej sekundy i skłonić do refleksji, że „w życiu piękne są tylko chwile”. Łap więc momenty, jak motyl promienie słońca. Docenia je, bo - mimo, że ma prosty mózg -czuje, że kolejnych może już nie być. Przeżywa wszak tylko kilka tygodni, a czasem zaledwie 3 dni! Ale ŻYJE intensywnie. 🦋💖
„Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach” - Maya Angelou. Takich chwil życzę Tobie i sobie na ten rok, bo życie to nie tylko przeżywanie dni, ale także tworzenie ich treści. 🌈
czwartek, 27 kwietnia 2023
"Utkana z miłości - duchowy coaching dla kobiet" - co to za książka?
![]() |
„Utkana z miłości - duchowy coaching dla kobiet” to manifest kobiecej wolności na miarę „Biegnącej z wilkami” Clarissy Pinkoli Estés i otulający serce i duszę balsam, który zadowoli fanki Reginy Brett.
piątek, 11 marca 2022
Diamonds in the dark
czwartek, 10 marca 2022
Diamenty w ciemności
poniedziałek, 28 lutego 2022
Znaki
poniedziałek, 15 listopada 2021
Jesteśmy stworzeni do tańca "tysiąc metrów nad ziemią"
| fot. Piotr Kiepuszewski Worship Style |
Dla fanów powieści „TYSIĄC METRÓW NAD ZIEMIĄ” oraz wszystkich, którzy chcieliby
dowiedzieć się więcej na temat książki lub Agnieszki Andrzejczak.💓💜💓
Monika:- Co Cię skłoniło do napisania książki?
Agnieszka:-Napisałam powieść, ponieważ uzmysłowiłam sobie, że problem depresji dotyczy coraz większej liczby osób. Według WHO(Światowej Organizacji Zdrowia) , już w 2030 roku depresja będzie jedną z najczęstszych chorób, na która będą zapadać współcześni ludzie. Do napisania powieści” Tysiąc metrów nad ziemią” zmobilizowała mnie pandemia. Po pierwsze -miałam więcej czasu na pisanieJ. Po drugie – ponieważ jako politolog i specjalistka nauk społecznych często przyglądam się procesom zachowań jednostek i grup -w czasie izolacji zaobserwowałam nasilające się tendencje pesymizmu społecznego oraz zaburzonych zachowań jednostek, co wynikało z braku możliwości bezpośredniej komunikacji międzyludzkiej. Najgorzej radziły sobie osoby bezrefleksyjne oraz takie, które nie wyobrażają sobie życia bez uporządkowanej hierarchii. Nagle ich świat uległ zmianie, co dla wielu osób jest doświadczeniem bardzo trudnym. Ponadto dostrzegłam także negatywne myśli u osób, które nie miały oparcia w jakiejkolwiek wierze. Dla tych ludzi możliwość zarażenia się i śmierci stanowiły najpoważniejszy problem, gdyż nagle stanęli w procesie realnego końca ich świata, co jest doświadczeniem traumatycznym. Zauważam, że dla mnie wiara stała się w czasie pandemii największym oparciem. Podobne doświadczenie wydarza się w czasie depresji, chociaż wówczas warto także dodać pomoc psychologa lub psychoterapeuty, co stało się w mojej książce: „Tysiąc metrów nad ziemią”.
Monika:-Kto był Twoim pierwszym czytelnikiem lub czytelniczką?
Agnieszka:-Pierwszymi czytelniczkami były trzy znakomite pisarki. Każda czytała
książkę i wpisywała swoje uwagi i zalecenia. Najwięcej uwag miała PatrycjaŻurek, dzięki której objętość książki zwiększyła się o połowęJ Małgorzata Lis sprawdziła książkę pod względem faktów historycznych i udzieliła ogólnych, ale
niezwykle przydatnych zaleceń
pisarskich. Jednak to Edyta Niewińska najwięcej „namieszała” w tej książce i
niemalże wywróciła ją „do góry nogami” . Ponadto przeczytała ją jako pierwsza
czytelniczka Maria Trusiło-Kiepuszewska z Worship Style, która tak się
wzruszyła w czasie czytania, że przepłakała prawie każdą stronę. Biorę jednak poprawkę
na to, że Mery była wówczas w ciąży, więc łzy mogły być także spowodowane
huśtawką hormonalną, co jest w tym okresie nagminneJ
Monika:-W swojej książce poruszasz dość trudne tematy. Czemu akurat takie
wybrałaś?
Agnieszka:-Problem depresji wyjaśniłam już wcześniej. Wiąże się z nim jednak problem
samoakceptacji i miłości do siebie. Nie chodzi o miłość narcystyczną, ale taką,
która pozwala rozumieć reguły postępowania (swoje i innych ludzi), nie kierować
wobec siebie zachowań autodestrukcyjnych oraz funkcjonować w świecie bez nieuzasadnionych
kompleksów. Każdy z nas jest autonomiczną jednostką i przyszedł na świat w celu
wykonania określonej misji. Jak mówi Magdalena Plucner z Fundacji SMS Z NIEBA, twórczyni Akademii
Rozwoju Talentów, w której mam zaszczyt uczestniczyć, w życiu człowieka
najważniejsze są dwa dni: pierwszy to dzień, w którym się urodziłeś, drugi – to
kiedy dowiedziałeś się: PO CO?
Ponieważ wielu z nas żyje bezrefleksyjnie, a nawet mechanicznie, często
budzimy się z przysłowiowa „ręką w nocniku”. Życie mija, a my nie zrobiliśmy
tego o czym marzyliśmy, ani tego, do czego zostaliśmy powołani. Nie
wypełniliśmy naszej misji. Tak żyła Marta, bohaterka mojej powieści. Ona
kierowała się tym, co nakazywała jej apodyktyczna matka. Buntowała się, ale jej
bunt był zbyt cichy, a ona była nieco bezwolna. Co się musiało wydarzyć, żeby
zechciała zmienić swoje zachowanie? Często musimy umrzeć, żeby zacząć naprawdę
żyć. Czasem umieramy powoli i jest to gorsze, niż szok. To trochę tak, jak w
przypadku żaby, którą podgrzewamy w wodzie. Kiedy płomień gazu zwiększamy
powoli, żaba nie czuje tego i na taką zmianę nie reaguje. To sprawia, że ginie,
kiedy woda jest już bardzo gorąca. Kiedy natomiast wrzucimy ją do wrzątku, żaba
odskakuje, jak oparzona, czyli zachowuje się właściwie. Często z nami jest tak,
że godzimy się na jakieś zachowania. Z każdą taką zgodą, akceptujemy pewne
normy i zachowania, które nie zawsze są „nasze”. Powoli umieramy, nawet o tym nie wiedząc.
Dopiero wydarzenie, które wytrąca nas z tego marazmu, może dokonać wstrząsu,
dzięki któremu zmienimy swoje życie. I o tym także jest ta książka. Opowiada
także o leczeniu traum z przeszłości. To jednak jest związane z miłością. Jeśli
pokochamy i zaakceptujemy siebie, zaakceptujemy także prawo do posiadania
przeszłości, nawet tej trudnej. Dlatego moją książkę lubię nazywać także
„powieścią o potędze Miłości”. Miłości pisanej przez duże „M”, czyli
ponadludzkiej i ponadczasowej.
Monika:- Jak pogodziłaś pisanie książki z życiem prywatnym?
Agnieszka:-To niezwykle trudne dla mnie. Jestem typem osoby, która robiąc coś,
angażuje się całą sobą. W czasie pandemii odszedł mi w pewnym sensie czas pracy
i te kilka miesięcy starczyło, aby książkę napisać. Jej redakcja i promocja
przypadła natomiast na okres postpandemiczny, który ponadto zbiegł się z czasem
promocji szybkiego czytania i technik pracy mózgu, których nauczam. To był
bardzo trudny, ale też bardzo intensywny okres w moim życiu, zarówno zawodowym,
jak i prywatnym. Nie jestem super woman i niestety przyznam, że godzę wszystko
z trudem. Na szczęście rodzina powstała na silnym fundamencie i to ona daje mi
oparcie.
Monika:- Czy twoje plany uwzględniają napisanie dalszego ciągu książki lub też
napisanie innej książki?
Agnieszka:-Zakończyłam książkę dość nietypowo, dlatego przewidziałam dwie opcje. Kiedy
jednak spojrzę na moje plany, marzenia i cele, coraz bardziej „chodzi za mną” pomysł
książki o zupełnie innej tematyce. Póki co, jeszcze nie zdradzę więcej…J
Monika:- Twój sposób na relaks?
Agnieszka:-Sport, czytanie książek oraz podróże. W związku z pandemią oraz brakiem czasu,
to ostatnie odłożone na czas bliżej nieokreślonyJ
Monika:- Czy lubisz czytać książki? Jeśli tak, to jakich autorów?
Agnieszka:-Jak wspomniałam wcześniej, czytać uwielbiam. Pisarz na ogół czyta, a
przynajmniej czytać powinien. Często osoby pytają, czy potrafię delektować się
książkami, jeśli uczę szybkiego czytania i sama czytam szybko. Odpowiem słowami
mojego nauczyciela tej metody, pana Czesława Tubaja: „Szybkie czytanie jest jak
jazda Mercedesem. Mkniesz i zawsze dotrzesz do celu na czas. Kiedy jednak
widzisz piękny widok, możesz się zatrzymać i podziwiać go w każdej chwili.
Podobnie jest z książkami. Kiedy czytasz fascynującą opowieść, zawsze możesz
zatrzymać się i smakować ją powoli”. W moim przypadku na ogół tak jest, że
wybieram jakość, a nie ilość. Uwielbiam delektować się smakiem opowieści,
zapachem świeżego papieru i widokiem pięknej okładki. Każda książka jest dla
mnie podróżą w nieznane, a takie uwielbiam najbardziejJ
Monika:-Ulubione miejsca do których lubisz wyjeżdżać?
Agnieszka:-Wszystkie podróże są niezwykłe. Nie tylko kształcą, ale sprawiają, że
zaczynamy dostrzegać świat z innej perspektywy. Uwielbiam zarówno kraje
śródziemnomorskie, czyli Hiszpanię, w której umiejscowiłam kilka scen powieści,
jak również polskie morze, góry czy jeziora. Uwielbiam przebywanie na łonie
natury i świeżym powietrzu, więc może jakiś rejs statkiem? Któż to wieJ
Marzy mi się świat, który moglibyśmy przemierzać bez paszportów covidowych i przymusowych badań. Jak mówi jedna z piosenek Maryli Rodowicz?: „Ale to już było i nie wróci więcej”. Życzę sobie i innym, aby ten scenariusz się nie sprawdził i byśmy mogli podróżować nie tylko wirtualnie, ale i w realu.
sobota, 30 października 2021
JAKĄ MASKĘ UBIERZESZ?
JAKĄ MASKĘ UBIERZESZ?
Gdybyś wiedział/a, jak wielka miłość jest w zasięgu Ciebie,
stałabyś/stałbyś teraz na wielkiej górze i krzyczał/a w euforii.
- A tej co
się stało? – kiwają głowami tubylcy, roznosząc atmosferę żałoby, jakby sięgali
dna piekieł. W ich oczach tylko znicze, które tlą się niczym wyrzut sumienia,
skoncentrowany na własnych żalach, niespełnionych marzeniach i poczuciu winy,
bo kogoś skrzywdziłeś/aś, czegoś nie zrobiłeś/aś albo odwrotnie. Ktoś cię
zranił, coś rzuciłeś/aś w emocjach i teraz żałujesz, ze jest nie do odkręcenia
uratowania. Twoje myśli zostawiły na twarzy rysy, które teraz wyglądają jak
blizny, codziennie przypominające o wyrządzonych Tobie lub przez Ciebie
krzywdach.
Jak mawiają, przyzwyczajenie to twoja druga natura, więc w
końcu już nie wiesz, czy ten stan, to może jednak twoja prawdziwa twarz. Zaczynasz
przyzwyczajać się, że tak już będzie zawsze i gasisz ogień, którym kiedyś
płonęła twoja dusza i …serce. Zostają tylko znicze. Substytut ognia duszy.
Przywołanie refleksji i pamięci o zmarłych. Szkoda, że tylko raz do roku.
Ci, bardziej „nowocześni” ubierają swoją rozpacz w dyniowe
potwory. Wołanie o miłość, której nie da halloweenowa maska czy cukierek albo
psikus. Takie święto nie przyniesie dzieciom nic, z wyjątkiem traumy albo
poczucia, że aby zdobyć w życiu cokolwiek, na przykład słodycze, trzeba być
szpetnym. Tak brzydkim, że otwierający drzwi ustąpi ze strachu.
Dziecko jest szczególnie podatne na piękno. Rozbudzanie w nim
dobrych obrazów, kształtowanie muzyką, sportem czy wspólnie spędzonym czasem, na
przykład na łonie natury zaowocuje w przyszłości tym, że będzie umiało
rozróżnić dobro od zła. Nie będzie musiało się uciekać do manipulacji czy
oszustwa, żeby zdobyć to, czego pragnie. Jeśli jesteś matką i właśnie szykujesz
strój śmierci przemyśl, czy na pewno chcesz, aby Twoje dziecko uznawało maskę
śmierci za normalną? Zwierzęta przebierają się po to, by odstraszyć lub zmylić
wroga. Na przykład oczka na motylich skrzydełkach mają na celu zmylenie drapieżników.
W języku, w którym porozumiewają się zwierzęta, rysunek oka oznacza: „tu
znajduje się głowa”. Ptak, chcąc zaatakować motyla w najbardziej wrażliwy punkt
- jak mu się wydaje – głowę, trafia w skrzydła. To daje motylowi szansę
ucieczki. Hołdowanie filozofii śmierci jest wbrew naturze. Nawet średnio
rozgarnięty kameleon wie, że aby przeżyć, lepiej dopasować się do otoczenia.
Wtłaczasz dziecku filozofię brzydoty i manipulacji. Czy tego
naprawdę chcesz? Dlaczego nie wdrażać filozofii piękna i radości? Filozofii
marzeń i pasji, które zrodzić może tylko czyste serce.
ZAMIAST tracić czas i energię na przygotowywanie UPIORA,
lepiej poświęć ten CZAS NAPRAWDĘ dziecku.
ZAMIAST godzinami marznąć nad grobem, poświęć swój czas
ŻYWYM. Oni potrzebują go bardziej!
Sama znicz zaniosę i…ucieknę.
Chyba, że spotkam rodzinę i gromadnie pójdziemy świętować radośnie to, że
mogliśmy się spotkać w licznym gronie.
Znicze zostaw zmarłym i …odejdź. „Zostaw umarłym grzebanie umarłych”.
Nie przesiaduj godzinami nad grobem, bo tam ich nie znajdziesz.
Pomyśl, gdyby to miał być Twój ostatni 1 listopad na czym
zależy Tobie najbardziej?
Agnieszka
Andrzejczak
autorka książki:"Tysiąc metrów nad ziemią"
i bloga https://www.agazzielonegowzgorza.pl
DIABEŁ UBIERA SIĘ U PRADY
Wraz z biletami mogłam dokupić breloczek szpilki lub torebkę. Nie zrobiłam tego i teraz żałuję. „Diabeł ubiera się u Prady 2” To nie tylko ...
-
PEACE & LOVE ❤- felieton (przed)świąteczny🐇 Mycie okien może poczekać – przeczytałam dziś post na facebooku. Lepiej ogarnij siebie – pa...
-
„Utkana z miłości - duchowy coaching dla kobiet” to manifest kobiecej wolności na miarę „Biegnącej z wilkami” Clarissy Pinkoli Estés i ot...











.jpg)



