Łączna liczba wyświetleń
piątek, 11 marca 2022
Diamonds in the dark
czwartek, 10 marca 2022
Diamenty w ciemności
poniedziałek, 28 lutego 2022
Znaki
poniedziałek, 15 listopada 2021
Jesteśmy stworzeni do tańca "tysiąc metrów nad ziemią"
| fot. Piotr Kiepuszewski Worship Style |
Dla fanów powieści „TYSIĄC METRÓW NAD ZIEMIĄ” oraz wszystkich, którzy chcieliby
dowiedzieć się więcej na temat książki lub Agnieszki Andrzejczak.💓💜💓
Monika:- Co Cię skłoniło do napisania książki?
Agnieszka:-Napisałam powieść, ponieważ uzmysłowiłam sobie, że problem depresji dotyczy coraz większej liczby osób. Według WHO(Światowej Organizacji Zdrowia) , już w 2030 roku depresja będzie jedną z najczęstszych chorób, na która będą zapadać współcześni ludzie. Do napisania powieści” Tysiąc metrów nad ziemią” zmobilizowała mnie pandemia. Po pierwsze -miałam więcej czasu na pisanieJ. Po drugie – ponieważ jako politolog i specjalistka nauk społecznych często przyglądam się procesom zachowań jednostek i grup -w czasie izolacji zaobserwowałam nasilające się tendencje pesymizmu społecznego oraz zaburzonych zachowań jednostek, co wynikało z braku możliwości bezpośredniej komunikacji międzyludzkiej. Najgorzej radziły sobie osoby bezrefleksyjne oraz takie, które nie wyobrażają sobie życia bez uporządkowanej hierarchii. Nagle ich świat uległ zmianie, co dla wielu osób jest doświadczeniem bardzo trudnym. Ponadto dostrzegłam także negatywne myśli u osób, które nie miały oparcia w jakiejkolwiek wierze. Dla tych ludzi możliwość zarażenia się i śmierci stanowiły najpoważniejszy problem, gdyż nagle stanęli w procesie realnego końca ich świata, co jest doświadczeniem traumatycznym. Zauważam, że dla mnie wiara stała się w czasie pandemii największym oparciem. Podobne doświadczenie wydarza się w czasie depresji, chociaż wówczas warto także dodać pomoc psychologa lub psychoterapeuty, co stało się w mojej książce: „Tysiąc metrów nad ziemią”.
Monika:-Kto był Twoim pierwszym czytelnikiem lub czytelniczką?
Agnieszka:-Pierwszymi czytelniczkami były trzy znakomite pisarki. Każda czytała
książkę i wpisywała swoje uwagi i zalecenia. Najwięcej uwag miała PatrycjaŻurek, dzięki której objętość książki zwiększyła się o połowęJ Małgorzata Lis sprawdziła książkę pod względem faktów historycznych i udzieliła ogólnych, ale
niezwykle przydatnych zaleceń
pisarskich. Jednak to Edyta Niewińska najwięcej „namieszała” w tej książce i
niemalże wywróciła ją „do góry nogami” . Ponadto przeczytała ją jako pierwsza
czytelniczka Maria Trusiło-Kiepuszewska z Worship Style, która tak się
wzruszyła w czasie czytania, że przepłakała prawie każdą stronę. Biorę jednak poprawkę
na to, że Mery była wówczas w ciąży, więc łzy mogły być także spowodowane
huśtawką hormonalną, co jest w tym okresie nagminneJ
Monika:-W swojej książce poruszasz dość trudne tematy. Czemu akurat takie
wybrałaś?
Agnieszka:-Problem depresji wyjaśniłam już wcześniej. Wiąże się z nim jednak problem
samoakceptacji i miłości do siebie. Nie chodzi o miłość narcystyczną, ale taką,
która pozwala rozumieć reguły postępowania (swoje i innych ludzi), nie kierować
wobec siebie zachowań autodestrukcyjnych oraz funkcjonować w świecie bez nieuzasadnionych
kompleksów. Każdy z nas jest autonomiczną jednostką i przyszedł na świat w celu
wykonania określonej misji. Jak mówi Magdalena Plucner z Fundacji SMS Z NIEBA, twórczyni Akademii
Rozwoju Talentów, w której mam zaszczyt uczestniczyć, w życiu człowieka
najważniejsze są dwa dni: pierwszy to dzień, w którym się urodziłeś, drugi – to
kiedy dowiedziałeś się: PO CO?
Ponieważ wielu z nas żyje bezrefleksyjnie, a nawet mechanicznie, często
budzimy się z przysłowiowa „ręką w nocniku”. Życie mija, a my nie zrobiliśmy
tego o czym marzyliśmy, ani tego, do czego zostaliśmy powołani. Nie
wypełniliśmy naszej misji. Tak żyła Marta, bohaterka mojej powieści. Ona
kierowała się tym, co nakazywała jej apodyktyczna matka. Buntowała się, ale jej
bunt był zbyt cichy, a ona była nieco bezwolna. Co się musiało wydarzyć, żeby
zechciała zmienić swoje zachowanie? Często musimy umrzeć, żeby zacząć naprawdę
żyć. Czasem umieramy powoli i jest to gorsze, niż szok. To trochę tak, jak w
przypadku żaby, którą podgrzewamy w wodzie. Kiedy płomień gazu zwiększamy
powoli, żaba nie czuje tego i na taką zmianę nie reaguje. To sprawia, że ginie,
kiedy woda jest już bardzo gorąca. Kiedy natomiast wrzucimy ją do wrzątku, żaba
odskakuje, jak oparzona, czyli zachowuje się właściwie. Często z nami jest tak,
że godzimy się na jakieś zachowania. Z każdą taką zgodą, akceptujemy pewne
normy i zachowania, które nie zawsze są „nasze”. Powoli umieramy, nawet o tym nie wiedząc.
Dopiero wydarzenie, które wytrąca nas z tego marazmu, może dokonać wstrząsu,
dzięki któremu zmienimy swoje życie. I o tym także jest ta książka. Opowiada
także o leczeniu traum z przeszłości. To jednak jest związane z miłością. Jeśli
pokochamy i zaakceptujemy siebie, zaakceptujemy także prawo do posiadania
przeszłości, nawet tej trudnej. Dlatego moją książkę lubię nazywać także
„powieścią o potędze Miłości”. Miłości pisanej przez duże „M”, czyli
ponadludzkiej i ponadczasowej.
Monika:- Jak pogodziłaś pisanie książki z życiem prywatnym?
Agnieszka:-To niezwykle trudne dla mnie. Jestem typem osoby, która robiąc coś,
angażuje się całą sobą. W czasie pandemii odszedł mi w pewnym sensie czas pracy
i te kilka miesięcy starczyło, aby książkę napisać. Jej redakcja i promocja
przypadła natomiast na okres postpandemiczny, który ponadto zbiegł się z czasem
promocji szybkiego czytania i technik pracy mózgu, których nauczam. To był
bardzo trudny, ale też bardzo intensywny okres w moim życiu, zarówno zawodowym,
jak i prywatnym. Nie jestem super woman i niestety przyznam, że godzę wszystko
z trudem. Na szczęście rodzina powstała na silnym fundamencie i to ona daje mi
oparcie.
Monika:- Czy twoje plany uwzględniają napisanie dalszego ciągu książki lub też
napisanie innej książki?
Agnieszka:-Zakończyłam książkę dość nietypowo, dlatego przewidziałam dwie opcje. Kiedy
jednak spojrzę na moje plany, marzenia i cele, coraz bardziej „chodzi za mną” pomysł
książki o zupełnie innej tematyce. Póki co, jeszcze nie zdradzę więcej…J
Monika:- Twój sposób na relaks?
Agnieszka:-Sport, czytanie książek oraz podróże. W związku z pandemią oraz brakiem czasu,
to ostatnie odłożone na czas bliżej nieokreślonyJ
Monika:- Czy lubisz czytać książki? Jeśli tak, to jakich autorów?
Agnieszka:-Jak wspomniałam wcześniej, czytać uwielbiam. Pisarz na ogół czyta, a
przynajmniej czytać powinien. Często osoby pytają, czy potrafię delektować się
książkami, jeśli uczę szybkiego czytania i sama czytam szybko. Odpowiem słowami
mojego nauczyciela tej metody, pana Czesława Tubaja: „Szybkie czytanie jest jak
jazda Mercedesem. Mkniesz i zawsze dotrzesz do celu na czas. Kiedy jednak
widzisz piękny widok, możesz się zatrzymać i podziwiać go w każdej chwili.
Podobnie jest z książkami. Kiedy czytasz fascynującą opowieść, zawsze możesz
zatrzymać się i smakować ją powoli”. W moim przypadku na ogół tak jest, że
wybieram jakość, a nie ilość. Uwielbiam delektować się smakiem opowieści,
zapachem świeżego papieru i widokiem pięknej okładki. Każda książka jest dla
mnie podróżą w nieznane, a takie uwielbiam najbardziejJ
Monika:-Ulubione miejsca do których lubisz wyjeżdżać?
Agnieszka:-Wszystkie podróże są niezwykłe. Nie tylko kształcą, ale sprawiają, że
zaczynamy dostrzegać świat z innej perspektywy. Uwielbiam zarówno kraje
śródziemnomorskie, czyli Hiszpanię, w której umiejscowiłam kilka scen powieści,
jak również polskie morze, góry czy jeziora. Uwielbiam przebywanie na łonie
natury i świeżym powietrzu, więc może jakiś rejs statkiem? Któż to wieJ
Marzy mi się świat, który moglibyśmy przemierzać bez paszportów covidowych i przymusowych badań. Jak mówi jedna z piosenek Maryli Rodowicz?: „Ale to już było i nie wróci więcej”. Życzę sobie i innym, aby ten scenariusz się nie sprawdził i byśmy mogli podróżować nie tylko wirtualnie, ale i w realu.
sobota, 30 października 2021
JAKĄ MASKĘ UBIERZESZ?
JAKĄ MASKĘ UBIERZESZ?
Gdybyś wiedział/a, jak wielka miłość jest w zasięgu Ciebie,
stałabyś/stałbyś teraz na wielkiej górze i krzyczał/a w euforii.
- A tej co
się stało? – kiwają głowami tubylcy, roznosząc atmosferę żałoby, jakby sięgali
dna piekieł. W ich oczach tylko znicze, które tlą się niczym wyrzut sumienia,
skoncentrowany na własnych żalach, niespełnionych marzeniach i poczuciu winy,
bo kogoś skrzywdziłeś/aś, czegoś nie zrobiłeś/aś albo odwrotnie. Ktoś cię
zranił, coś rzuciłeś/aś w emocjach i teraz żałujesz, ze jest nie do odkręcenia
uratowania. Twoje myśli zostawiły na twarzy rysy, które teraz wyglądają jak
blizny, codziennie przypominające o wyrządzonych Tobie lub przez Ciebie
krzywdach.
Jak mawiają, przyzwyczajenie to twoja druga natura, więc w
końcu już nie wiesz, czy ten stan, to może jednak twoja prawdziwa twarz. Zaczynasz
przyzwyczajać się, że tak już będzie zawsze i gasisz ogień, którym kiedyś
płonęła twoja dusza i …serce. Zostają tylko znicze. Substytut ognia duszy.
Przywołanie refleksji i pamięci o zmarłych. Szkoda, że tylko raz do roku.
Ci, bardziej „nowocześni” ubierają swoją rozpacz w dyniowe
potwory. Wołanie o miłość, której nie da halloweenowa maska czy cukierek albo
psikus. Takie święto nie przyniesie dzieciom nic, z wyjątkiem traumy albo
poczucia, że aby zdobyć w życiu cokolwiek, na przykład słodycze, trzeba być
szpetnym. Tak brzydkim, że otwierający drzwi ustąpi ze strachu.
Dziecko jest szczególnie podatne na piękno. Rozbudzanie w nim
dobrych obrazów, kształtowanie muzyką, sportem czy wspólnie spędzonym czasem, na
przykład na łonie natury zaowocuje w przyszłości tym, że będzie umiało
rozróżnić dobro od zła. Nie będzie musiało się uciekać do manipulacji czy
oszustwa, żeby zdobyć to, czego pragnie. Jeśli jesteś matką i właśnie szykujesz
strój śmierci przemyśl, czy na pewno chcesz, aby Twoje dziecko uznawało maskę
śmierci za normalną? Zwierzęta przebierają się po to, by odstraszyć lub zmylić
wroga. Na przykład oczka na motylich skrzydełkach mają na celu zmylenie drapieżników.
W języku, w którym porozumiewają się zwierzęta, rysunek oka oznacza: „tu
znajduje się głowa”. Ptak, chcąc zaatakować motyla w najbardziej wrażliwy punkt
- jak mu się wydaje – głowę, trafia w skrzydła. To daje motylowi szansę
ucieczki. Hołdowanie filozofii śmierci jest wbrew naturze. Nawet średnio
rozgarnięty kameleon wie, że aby przeżyć, lepiej dopasować się do otoczenia.
Wtłaczasz dziecku filozofię brzydoty i manipulacji. Czy tego
naprawdę chcesz? Dlaczego nie wdrażać filozofii piękna i radości? Filozofii
marzeń i pasji, które zrodzić może tylko czyste serce.
ZAMIAST tracić czas i energię na przygotowywanie UPIORA,
lepiej poświęć ten CZAS NAPRAWDĘ dziecku.
ZAMIAST godzinami marznąć nad grobem, poświęć swój czas
ŻYWYM. Oni potrzebują go bardziej!
Sama znicz zaniosę i…ucieknę.
Chyba, że spotkam rodzinę i gromadnie pójdziemy świętować radośnie to, że
mogliśmy się spotkać w licznym gronie.
Znicze zostaw zmarłym i …odejdź. „Zostaw umarłym grzebanie umarłych”.
Nie przesiaduj godzinami nad grobem, bo tam ich nie znajdziesz.
Pomyśl, gdyby to miał być Twój ostatni 1 listopad na czym
zależy Tobie najbardziej?
Agnieszka
Andrzejczak
autorka książki:"Tysiąc metrów nad ziemią"
i bloga https://www.agazzielonegowzgorza.pl
środa, 13 października 2021
Co się wydarzyło 13 października?
„TYSIĄC
METRÓW NAD ZIEMIĄ”
Ból może nam przypominać, że żyjemy, ale miłość nam przypomina, dlaczego.
Trystan Owain Hughes
" 13 października, piątek.
– Piątek, dzień dobry jak każdy inny,
żeby pożegnać się z życiem – postanowiła Marta.
poniedziałek, 6 września 2021
"Tysiąc metrów nad ziemią"...poczytaj
Ból może nam przypominać, że żyjemy, ale miłość nam przypomina, dlaczego.
Trystan Owain Hughes
"Tysiąc metrów nad ziemią" wylatuje w świat!!! Poczytaj...
Tak zaczyna się opowieść o losach 19-letniej, kochającej taniec Marty, której losy toczą się także...
Tysiąc metrów nad ziemią🙂❤🧡💛💚💙💜🖤
Ból może nam przypominać, że żyjemy,
ale miłość nam przypomina, dlaczego.
Trystan Owain Hughes
Przemieniłeś w taniec mój żałobny lament.
Psalm 30,12
🙂❤🧡💛💚💙💜🖤
13 października, piątek.
– Piątek, dzień dobry jak każdy inny,
żeby pożegnać się z życiem – postanowiła Marta.
Siedziała na brzegu starego łóżka i
wpatrywała się w opakowanie leków. Źle
spała tej nocy. Czuła się zmęczona długotrwałym napięciem,
związanym z oczekiwanym końcem egzystencji. Wierciła się i biła z myślami, czy
naprawdę powinna to zrobić. Czy może tylko jej się to wydaje? Od tego myślenia
w końcu rozbolała ją głowa, a ból tylko
upewniał ją, że nie jest dobrze.
Sprężyny wbijały się w żebra, a za każdym razem, kiedy przewracała się na bok,
łóżko trzeszczało złowieszczo, jak jej myśli. Patrzyła na łuszczącą się farbę
na ścianie, fioletowy odcień początkowo jej się podobał, ale na dłuższą metę
okazał się nie do zniesienia. Podobnie jak materiałowe zasłony w tym samym
kolorze. – Siedlisko kurzu i pająków – myślała ze wstrętem, kiedy zauważyła, że
jeden z nich spuszczał się właśnie na nitce z sufitu nad krawędź łóżka. Widziała
go w blasku lampki, którą zapomniała zgasić poprzedniego wieczora, chyba
pierwszy raz w życiu. Teraz, kiedy przez staromodne zasłony przebiło kilka
promieni słońca, w podwójnym oświetleniu pająk wydał jej się olbrzymem. Na
odwłoku pajęczaka dostrzegła krzyż. Oblał ją zimny pot. Niczego tak się nie
bała w życiu jak pająków. No, może jeszcze tylko śmierci. Teraz jednak nie
zareagowała tak histerycznie jak zwykle. Nie wybiegła po pomoc, wrzeszcząc
wniebogłosy, bo Marta, mimo że się bała, nie miała siły się ruszyć.
Nie poszła na wykłady. Nie miała ochoty
wychodzić. Musiała to zrobić jak najszybciej. Czuła, że nie zniesie dłużej
życia, które przypominało jej codziennie o tym, kim była.
Nikim.
Dla
nikogo. Mimo, że chciała wstać, dziś było jej wyjątkowo ciężko. Podjęła próbę,
ale miała wrażenie, że niewidzialna siła pcha ją z powrotem na łóżko. W końcu
zasnęła pokonana. Słyszała dzwony z pobliskiego kościoła, ale jej podświadomość
nie potrafiła rozróżnić, czy biją na mszę poranną, wieczorną czy w południe.
Trochę czasu zajęło mózgowi ustalenie, że trwa dzień. W końcu zaczęły docierać
do niej znajome od niedawna, wielkomiejskie odgłosy tramwaju, klaksonów
zniecierpliwionych kierowców, starszych pań wracających z zakupów z pobliskiego
targowisk, rozmawiających pod oknami o najnowszej promocji zniczy w markecie i
o tym, że już zaczęły sprzątać groby bliskich, żeby zdążyć przed Świętem
Zmarłych.
Dziewczyna
próbowała wyobrazić sobie swój nagrobek. Mózg podsuwał coraz to nowe obrazy
grobów, które pamiętała, ale ani jeden jej nie przekonywał. Żaden nie pasował
do niej. W ogóle kto go jej postawi? Czy rodzice będą w stanie? Może z żalu
pęknie im serce, kiedy się dowiedzą, co zrobiła? Załkała. Kiedy już jej nos
stał się tak zapchany, że nie mogła oddychać, z trudem zwlokła się do łazienki.
Kiedy
wróciła, zegar w kuchni wskazywał prawie trzynastą, więc postanowiła coś zjeść.
Znalazła kawałek chleba, położyła na nim plaster żółtego sera i ugryzła.
Posiłek ugrzązł w gardle. Połknęła ten kęs tylko z rozsądku, żeby mieć siłę na
wykonanie swojego postanowienia.
🙂❤🧡💛💚💙💜🖤
Jeśli jesteś ciekawa/ciekawy, czy Marta zrealizuje swoje postanowienie, a to Tobie nie wystarczy...
Spójrz, co równolele dzieje się w innym miejscu...
Góra Objawienia
Papa siedział nad rzeką, na przewróconym konarze drzewa. W rękach trzymał
coś tak małego, że z daleka nie dostrzegało się
co to.
Wiedząc, że Ognista się zbliża, mimo że
od tyłu, powiedział niby to do niej, niby do siebie:
– Kiedy przebaczy w swoim sercu i w
całej jej istocie zagości wybaczenie, będzie mogła otworzyć się na dary, które
jej damy. Żal, lęk i poczucie winy trzymają ludzi w skorupie, do której trudno
się przebić nawet mnie – powiedział Papa, gładząc skrzydełko najmniejszego
ptaka na świecie, który poddawał się jego pieszczotom.
– Spójrz – zwrócił się do Ognistej,
podnosząc dłoń i ukazując koliberka ze zwichniętym skrzydełkiem. Jej oczom
ukazał się ptak niewiele większy od pszczoły i tak kolorowy, jakby zmieścił w
sobie tęczę. Ognista dawno nie widziała takiego cudu. – Ten koliber początkowo
opierał się i nie chciał pomocy. Bał się, że go skrzywdzę. Próbował polecieć do
tyłu, co potrafi jako jedyny ptak na świecie, żeby uciec. Wtedy użyłby swojej
niespotykanej umiejętności nie tak, jak powinien. Kiedy jednak mi zaufał, od
razu jego mięśnie stały się mniej napięte i mogłem go uleczyć. Dałem mu misję,
żeby zapylił dużą ilość kwiatów. Gdyby zdawał sobie sprawę, że nie posiada
receptorów do rozpoznawania słodyczy i skoncentrował się na tym, nigdy niczego
by nie zapylił. Świat wyginąłby, gdyż bez pracy tego maleńkiego stworzenia nie
byłoby potrzebnych do życia roślin. Tymczasem, mimo że ptak ten nie posiada
wszystkich cech do wykonania tej misji, robi ją najlepiej jak potrafi. – Papa
oznajmił to z wyraźnym zadowoleniem. – Nawet najpiękniejszy i najbarwniejszy
potrzebuje czasem pomocy.
Ognista myślała, że już zakończył, ale
On perorował dalej:
– Ten, który wydaje się silny, wcale
taki nie jest być nie musi. Zobacz tego olbrzyma. – Wskazał na wielką
jasnobrązową bestię, która akurat ziewała, przeciągając się na piasku. – Kły
tego lwa są tak ostre, że mogłyby rozszarpać każdego. Jednak nawet on jest
zależny ode mnie. To ja decyduję, jak długo będzie żył. Zresztą sama wiesz –
zwrócił się do Ognistej. – Bo dajesz mu tchnienie.
Dziewczyna kiwnęła głową.
– Podobnie jest z ludźmi. Prędzej czy później. – Papa wyciągnął palec wskazujący, nie wypuszczając kolibra z drugiej ręki. – Każdy trafi do mnie. – Nie chcę, by ludzie trwonili czas, który im podarowałem na niepotrzebny lęk, żal i poczucie winy. Te cechy doprowadzają ich prosto do bram piekieł. – Papa zafrapował się niezmiernie mocno, aż rzeka wylała z brzegów, a wiatr zakotłował tak, że zrobiła się zamieć.
Wszystkie aktualności dot.powieści znajdziesz:https://www.facebook.com/AgazZielonegoWzgorza.AgnieszkaAndrzejczak.autorka/?ref=pages_you_manage
lub
https://www.ksiegarniajasnagora.pl/706,tysiac-metrow-nad-ziemia
Cena ksiązki w przedsprzedaży 6-14 września to: 34, 90 zł. Cena regularna: 39, 90 zł. Do tego dochodzą koszty przesyłki: poczta 7, 20 zł (3 dni robocze), paczkomat 13 zł (jeden dzień roboczy).
Na deser małe książkowe smaczki ...🙂❤🧡💛💚💙💜🖤
A może...?
DIABEŁ UBIERA SIĘ U PRADY
Wraz z biletami mogłam dokupić breloczek szpilki lub torebkę. Nie zrobiłam tego i teraz żałuję. „Diabeł ubiera się u Prady 2” To nie tylko ...
-
PEACE & LOVE ❤- felieton (przed)świąteczny🐇 Mycie okien może poczekać – przeczytałam dziś post na facebooku. Lepiej ogarnij siebie – pa...
-
„Utkana z miłości - duchowy coaching dla kobiet” to manifest kobiecej wolności na miarę „Biegnącej z wilkami” Clarissy Pinkoli Estés i ot...






