Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 30 marca 2026
UKRADZIONA GODZINA
Godz. 6:58 i druga kawa. A może jednak 7:58 i kawa numer sześć? Po zmianie godzin wszystko jest możliwe. I wszystko mi się miesza. Jak się zabalowało w sobotę i wstało później w niedzielę, to zabrana godzina nie była odczuwalna. Ale za to w poniedziałek… Żyjąc na tym świecie tyle lat powinnam wiedzieć, żeby nie planować tuż po zmianie godzin żadnych ważniejszych przedsięwzięć. Są jednak sprawy ważne i ważniejsze.
W niedzielę wieczorem nastawiłam budzik na 5:15. Kiedy zadzwonił, myślałam, że świat się pomylił i zignorowałam go. Wszakże jeszcze wczoraj byłaby to 4:15, czyli najlepsza faza snu. To ten czas, kiedy gałki oczne wywracają się w różne strony, a ty masz sny, z których wcale nie chcesz się obudzić. Gdy moja świadomość powoli zaczęła przecierać oczy, z pewnym niedowierzaniem ujrzała godzinę szóstą. Wytłumaczyłam jej więc, że to nieporozumienie i może nic z tym nie robić. Wyjaśniłam jej, że może spać spokojnie, bo jest noc. Jednak umysł już zaczął działać. Jest zmiana godzin… To nie jest godzina piąta. To jest szósta!
Ciało zignorowało sugestie fizjoterapeutów, by wybudzać się powoli, wyciągać każdy z boków, podkurczyć nogi, rozmasować odcinek lędźwiowy i zrobić trzy kołyski. Ciało usiadło, a potem wstało. I zaczęło iść.
Nie bardzo pamiętam, jak znalazłam się na dole, kiedy jednak stanęłam obok czajnika, by nalać ciepłej wody, na płytkach, tuz koło misek dla kota, leżało coś lepkiego i ciemnego. No tak. Leosia, moja kotka była wczoraj myta rękawicą, wylizała się po myciu i te włosy zwróciła z karmą. Starłam niespodziankę i wymyłam płytki. - Karma wraca - dosłownie i w przenośni - pomyślałam.
Wczoraj, spontanicznie zaproponowałam mieszkającej po sąsiedzku przyjaciółce Annie, że ją podwiozę na dworzec. Miała zacząć w Poznaniu kurs malarski i to na godz. 8:00. A pociąg miała o 6:54. - Dasz radę? - spytałam wieczorem, przeczuwając, że jednak to zmiana godzin, więc może być trochę ciężko. – Pewnie – jej entuzjazm mnie uspokoił. - No bo przecież lepiej rano wstać, przecież jestem ze skowronków – zapewniłam siebie i ją. Anna jednak była ze sów…
Teraz stoję przy lodówce i sięgam do wytłaczanki. Ręka natrafia na puste dziury. Jajek brak. No tak. Przecież pani Małgosia, która hoduje kury na naszej ulicy mówiła, żeby wziąć więcej już na święta. A ja miałam mało pudełek i wzięłam niewiele. Kiedy poszłam w piątek, okazało się, że pani Gosi nie ma. Zadzwoniła po godzinie. – Kury nie naniesły. Nie ma jajek. No mówiłam, żeby brać, jak były. Może będą w poniedziałek- dodała. Teraz jest poniedziałek, ale szósta rano. I śniadania brak.
- Masz pożyczyć trzy jajka? – napisałam do Anny. - Mam tylko kupne -odpisała. Czyli właściwie, jakby nie miała. - Chyba zdezerteruję - dodała w smsie. - Czy to będzie źle wyglądało? Zasnęłam dopiero o drugiej, a budzik dzwonił po piątej i teraz to jest straszne. Czuję się zupełnie zmęczona. Nawet nadusiła i ostatnie zdanie przyszło dwa razy. Naprawdę musi być w kiepskim stanie. Ale rano przecież może tak być - pomyślałam. Wypiłam szklankę wody z solą, żeby chwilowo oszukać głód. – Jedziemy – odpisałam po chwili. - Twój umysł będzie ci wmawiał, że to jest bez sensu, że nie dasz rady. Ale wiedz, że to ma sens i dojedziesz dzisiaj i będzie to najlepszy warsztat w Twoim życiu. – sama się zdziwiłam skąd we mnie tyle motywacji. - Już jestem uszykowana – skłamałam. Mój mózg zobaczył matę do ćwiczeń, więc mechanicznie zrobiłam kilka rozciągnięć . W międzyczasie stwierdziłam, że ugotuję musli wg Pięciu Przemian. Miałam wszystkie składniki, a przynamniej żywiłam taką nadzieję. Jednak teraz trzeba się było tylko ubrać. Przecież nie pojadę w piżamie.
- Wiesz, jednak pojadę sama – sms od Anny ratuje mi życie. Już wyprowadzam psa i jadę. Uff…- Jej empatia mnie podnosi. Pozostaję w szlafroku i gotuję kawę z cynamonem, imbirem i kardamonem. A potem musli z kaszy jaglanej, banana, rodzynek i siemienia lnianego. I potem robię drugą kawę. A może też następną. O 7:58 Anna pisze, że wsiadła w zły pociąg. - Dokąd? -pytam, oczami wyobraźni widząc ją już w Lesku. – Do Poznania. Tylko jej stał na drugim torze i właśnie odjechał, a ten jest opóźniony. Dojedzie spóźniona godzinę. Ale czy ona jedna dzisiaj?
Cały czas obiecują nam, że to ostatni raz i nie będzie już zmiany czasu. Zanim to się stanie muszę to wykrzyczeć: ODDAJCIE MI MOJĄ GODZINĘ!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
UKRADZIONA GODZINA
Godz. 6:58 i druga kawa. A może jednak 7:58 i kawa numer sześć? Po zmianie godzin wszystko jest możliwe. I wszystko mi się miesza. Jak się ...
-
PEACE & LOVE ❤- felieton (przed)świąteczny🐇 Mycie okien może poczekać – przeczytałam dziś post na facebooku. Lepiej ogarnij siebie – pa...
-
„Utkana z miłości - duchowy coaching dla kobiet” to manifest kobiecej wolności na miarę „Biegnącej z wilkami” Clarissy Pinkoli Estés i ot...
